W lipcu 2020 r., w projekcie „Cyfryzacja procesu budowlanego w Polsce” prowadzonym przez Ministerstwo Rozwoju przy wsparciu Komisji Europejskiej, powstała „Mapa drogowa dla wdrożenia metodyki BIM w zamówieniach publicznych”. Miała stać się podstawą polityki rządowej zatwierdzonej przez KPRM, a jej celem było „uzyskanie do roku 2025 poziomu zbliżonego do aktualnie wymaganego brytyjskiego poziomu wdrożenia BIM”. Harmonogram był konkretny: w 2022 r. – kryterium oceny ofert BIM z wagą 20%, w 2025 r. – obowiązek BIM w zamówieniach powyżej 10 mln euro, w 2030 r. – obowiązek dla wszystkich zamawiających publicznych.
Obowiązku BIM nie ma. Mapa nie została przyjęta jako dokument rządowy, a zamiast decyzyjnego komitetu sterującego działa doradcza grupa robocza przy MRiT. Art. 69 Pzp – jak w 2020 r. – jedynie pozwala wymagać BIM, a Polityka zakupowa państwa na lata 2026–2029 ogranicza się do rekomendacji.
Rynek poszedł dalej niż przepisy. CPK realizuje cały portfel zamówień w założeniu w technologii BIM, chociaż trudno uznać, że jest to „pełnowartościowy” BIM zgodny z założeniami wdrożeniowymi na poziomie ustawowym. PKP PLK i GDDKiA rozwijają własne wymagania, resort infrastruktury wydał niewiążące wzorce BIM-D i BIM-M, a organizacje branżowe – standardy i polską wersję klasyfikacji CCI.
Skutek? Zamiast jednego standardu mamy tyle standardów, ilu dużych zamawiających. W najszerszym zakresie BIM wykorzystują projektanci, wykonawcy dopiero przyspieszają, a wśród inwestorów i operatorów cyfryzacja – jak mówią przedstawiciele rynku – raczkuje. Koszt modelowania i koordynacji rzadko jest wyceniany osobno, a przy ofertach coraz niższych względem budżetów i braku wzorcowych klauzul pytania o pierwszeństwo modelu nad rysunkiem, prawa do modelu czy odpowiedzialność za niewykryte kolizje coraz częściej trafiają do sporów.
Cyfryzacja administracyjna? Jest postęp: portal e-Budownictwo z dostępem do usług cyfrowych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, w tym Elektroniczny Dziennik Budowy, c-KOB. Ale i tu terminy się przesuwają – papierowy dziennik budowy ma być dopuszczalny do końca 2031 r. W perspektywie następnych 5 lat i zestawiając to z obecną praktyką – pozostało bardzo niewiele czasu na wdrożenie zmian.
Na to wszystko nakładają się następujące w niewiarygodnym tempie zmiany w metodyce pracy, związane z wykorzystaniem AI. Dotyczy to wszystkich branż, także budowlanej. Pytanie, jak bez uporządkowanych danych z BIM działa AI w budownictwie? Jak między uczestnikami procesu budowlanego rozkłada się odpowiedzialność za decyzje oparte na rekomendacjach wspartych algorytmami AI, kto kontroluje dane o infrastrukturze krytycznej, jak pogodzić to z NIS2 i AI Act?
Państwo sprawnie cyfryzuje własne procedury, ale dla dużych inwestycji publicznych – tam, gdzie cyfryzacja daje najwięcej – na tę chwilę nie stworzyło ram: brak statusu prawnego modelu, wzorców umownych, zasad wynagradzania i jednego ośrodka odpowiedzialności. Ciężar wdrożenia spoczywa na zamawiających i wykonawcach, a ryzyko – jak to często bywało też w przyszłości, gdy ustawodawstwo nie nadążało za praktyką – lokowane jest w umowach.
Ready to go
next level?